Najnowsze Wpisy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skala h0. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skala h0. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 marca 2017

Kolekcja Kolejka Elektryczna firmy Eaglemoss, Numery 2 i 3

Pierwsza przesyłka z mojej prenumeraty kolekcji Kolejka Elektryczna właśnie do mnie dotarła. Niewiele ponad dwa tygodnie po złożeniu zamówienia. W środku znalazłem całkiem sporo rzeczy. Oto one:


Otrzymałem więc dwa nowe numery czasopisma. Są dość podobne do zeszytu pierwszego. Każdy ma 16 stron i ich zawartość ma podobny układ:
  • instrukcje budowy makiety
  • opis wybranej lokomotywy z plakatem
  • artykuł o tematyce kolejowej


Numer 2 pomaga nowicjuszom zbudować podstawę makiety. To raczej podstawowe informacje, ale dość dobrze przedstawione.


Numer 3 wyjaśnia, jak zmontować domek z plastikowych części. Ponownie - przydatne chyba tylko dla osób, które nigdy tego nie robiły...


Przesyłka zawierała również promocyjny pojemnik na czasopisma. Niby lepiej mieć niż nie mieć, ale chyba nie ma się czym ekscytować...


Co jeszcze? Teraz o najciekawszych elementach...

W zestawie znajdziemy cztery kolorowe arkusze papieru, które mają stanowić "bazę" dla naszego świata. Wiedziałem że takie maty się pojawią, ale jakoś założyłem, że będą tylko pomocą przy budowaniu krajobrazu od zera. Teraz natomiast się wyjaśniło - papierowe arkusze należy przykleić do drewna. I to właśnie one będą właściwą powierzchnią makiety.

Jest to dość duże rozczarowanie. Oznacza to bowiem, że krajobraz będzie bardzo uproszczony. Nie będzie szutrowania torów, ani malowania dróg. Większość uroku makiety będzie opierać się na papierowym wydruku, co nie zapowiada jego długiej żywotności.


Pozostała interesująca zawartość to: plastikowy domek, rozjazd oraz latarnia.


Zacznijmy od toru. Jakość rozjazdu odpowiada prostemu odcinkowi, który dostałem z numerem 1. Czyli: nie jest szczególnie dobrze, ale przy odrobinie szczęścia może się sprawdzić. Mechanizm zwrotnicy działa przyzwoicie, jednak bardzo nie podoba mi się metal, z którego zrobione są same szyny. Przypomina mi moją kolejkę z dzieciństwa, którą trzeba było od czasu do czasu potraktować papierem ściernym, żeby pociągi w ogóle jeździły...


Latarnię dość trudno opisać. Wygląda jak wygląda. Na pewno działa i wszystko wskazuje na to, że jest to model z żarówką na napięcie 16V.


Przyjrzyjmy się plastikowemu budynkowi. Tu duża niespodzianka. Informacja z tyłu opakowania wskazuje bowiem nazwę producenta. Oczywiście jego adres jest w Chinach.


Ale coś tu nie gra. Czemu wszystkie części domku są w jednym kolorze? Cóż, okazuje się, że wcale nie dostałem pełnego modelu. Paczka zawiera jedynie pierwszą partię części dla tego budynku. Reszta dotrze do mnie później...


Muszę powiedzieć, że czuję się rozczarowany. Wydaje się, że dostałem tak dużo, a jednocześnie mogę zrobić tak niewiele. Mógłbym oczywiście zacząć budować podstawę, ale wolałbym chyba zacząć od czegoś mniej zajmującego. Sklejenie domku wydaje się idealne, ale nie mam wszystkich części...

Czy był to dobry wydatek? Nie jestem przekonany. Zapłaciłem za całość jakieś 45zł, czyli w sumie niewiele. Ale dostałem też tylko fragmenty, które nie pozwalają w zasadzie niczego zrobić do końca. Plastikowy budynek jest tu najlepszym przykładem: zestaw zawiera jedynie niektóre z jego części i w sumie nie wiadomo, kiedy pojawi się reszta. Co więcej - wiadomo natomiast, że następny numer będzie miał dołączoną połowę innego budynku. Czyli za niedługo będę miał już aż dwa modele, ale żaden nie będzie kompletny.

No i chyba o to właśnie chodzi w tej kolekcji: przywiązać do siebie klienta poprzez dostarczanie niepełnych zestawów. Nie mogę powiedzieć, że mi to odpowiada. Zdecydowanie wolałbym szybko odnosić małe sukcesy, które nakręciłyby mnie do dalszej pracy... Może powinienem przemyśleć tę prenumeratę?

poniedziałek, 20 lutego 2017

Kolekcja Kolejka Elektryczna firmy Eaglemoss, Numer 1

Siedzimy z rodziną w restauracji podczas ferii zimowych i zajadamy się shoarmą. Jedzenie nie jest złe, dzieci nie są strasznie głośne, nawet żona wygląda na zadowoloną. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko mojego hobby...

Nagle telewizor grający w tle wyświetla poniższą reklamę:


Co to było? Muszę się koniecznie dowiedzieć!

Spędzam wieczór przeglądając stronę: elektrycznakolejka.pl. I już rozumiem. Firma Eaglemoss zamierza wydać serię czasopism z dołączonymi elementami pozwalającymi na zbudowanie własnej makiety w skali 1:87. Ukaże się 100 numerów na przestrzeni dwóch lat. A zeszyt pierwszy właśnie trafił do sprzedaży.

Następnego ranka jestem oczywiście w kiosku i on też tam jest. Za 4,90 złotego mogę kupić pierwszy numer serii Kolejka Elektryczna. W zestawie dołączony jest wagon w skali H0 oraz kawałek toru. Oczywiście kupiłem natychmiast!


A ponieważ numer 1-wszy był tak tani, to zamiast 1-ego egzemplarza kupiłem aż 3. No bo przecież niezależnie od wszystkiego, ta zawartość musiała być warta 5zł!


Przyjrzyjmy się zatem mojemu zakupowi...

Tylna część opakowania prezentuje przewidywany wynik budowy makiety. Zakładam, że wszystko co widoczne na tym obrazku, będę w stanie stworzyć używając elementów dostarczonych w ramach kolekcji. Oczywiście już na pierwszy rzut oka widać, że coś tu nie gra, gdyż ilustracja pokazuje dwie lokomotywy, a ja jestem niemal pewien, że mogę dostać tylko jedną.

Sama makieta jest prosta, ale ładna i kolorowa. Jej wymiary to 105 x 174 cm.


W zestawie znajdziemy wagon pasażerki w skali H0 oraz prosty odcinek toru. Wagon wygląda bardzo nijako - zakładam, że zaprojektowano i wykonano tylko jeden typ, i służy on do sprzedaży we wszystkich krajach, gdzie kolekcja jest dostępna.


To co wiemy na pewno o dołączonym kawałku toru, to to że został wykonany w Chinach. Nie wygląda jakoś super, ale nie jest to też zupełny złom. Odcinki łączą się ze sobą dobrze, chociaż trzeba robić to uważnie, jako że szyny nie są ani 100-procentowo proste, ani płaskie.


Jeszcze mniej wiadomo o wagonie, gdyż brak na nim jakichkolwiek oznaczeń. Ma plastikowe koła i chyba możemy bezpiecznie założyć, że również pochodzi z Chin.


Sprzęgi działają dobrze i wagony można łatwo łączyć i rozdzielać. Jeżdżą też całkiem przyzwoicie, biorąc pod uwagę, że zapłaciłem za nie po 5zł.


Współpracują też z taborem innych producentów. Nie zaobserwowałem tu żadnych problemów.


Ogólnie wagon nie jest tak zły, jak mógłbym się tego spodziewać. Oczywiście nie jest to poziom modeli niemieckich i do jego wykonania użyto dużo tańszego plastiku. Niemniej pierwsze wrażenie jest raczej dobre (biorąc pod uwagę cenę!).

A tak wagonik wygląda w środku:


Przyjrzyjmy się samemu czasopismu. Niestety ta część zestawu rozczarowuje najbardziej, jako że numer 1 nie ma w zasadzie żadnej zawartości!

Głównie skupia się na pokazaniu odbiorcy, jak niesamowita będzie cała kolekcja...


...co znajdziemy w następnym numerze...


...czemu powinniśmy zdecydować się na prenumeratę...


...i czemu powinna to być prenumerata premium...


...oraz co zrobić, jeśli jednak nie zaprenumerujemy.


Prawdziwa zawartość to jedynie opis lokomotywy V40...


...oraz plakat z jej wizerunkiem.


Jest też artykuł historyczny o kolei w Polsce. Fajnie, że jest w nim zdjęcie Dworca Głównego z mojego rodzinnego Wrocławia :)


Żadnych ciekawostek modelarskich? Żadnych porad? Może jakieś proste techniki tworzenia krajobrazu? Naprawdę liczyłem (i nadal liczę) na dużo więcej!

Spróbujmy ustalić, czy zbieranie kolekcji w ogóle ma sens. Jeśli chodzi o koszt to wychodzi nam:
  • Numer 1: 4,90 zł
  • Numer 2: 14,99 zł
  • Pozostałe 98 numerów: 29,99 zł każdy
W sumie: 2958,91 zł. I jest to cena za raczej niedużą makietę, ale za to z wszystkim elementami oraz pociągiem. Oczywiście nie wszystko dostaniemy z czasopismem  - podstawę oraz niektóre narzędzia musimy zapewnić we własnym zakresie.

Czy warto? To chyba zależy...

Jeśli ktoś myśli o makiecie poważnie, to naprawdę należałoby wydać więcej i skupić się na znanych i sprawdzonych producentach. Kolekcja zaczęła się od tanich chińskim elementów i raczej w tym kierunku będzie podążać. I naprawdę zastanawia mnie tu, jakiej jakości będzie lokomotywa...

Ale jeśli nie myśli się o tym zbyt poważnie i celem jest tylko zabawa z dziećmi, a nie zaprzedawanie duszy temu hobby, to ta seria może być strzałem w dziesiątkę. Chińskie elementy dostarczone w pierwszym numerze nie są złe, i o ile jakość się nie pogorszy, to całość ma szansę stworzyć dość dobrze działającą makietę.

Ja zaprenumerowałem. Jestem naprawdę ciekaw, co z tego wyjdzie. H0 to nawet nie moja skala, więc nie podchodzę do tego bardzo poważnie. Niemniej mam nadzieję nauczyć się czegoś przy okazji i jeśli seria nie dostarczy mi tego rodzaju przeżyć, to po prostu z niej zrezygnuję...

poniedziałek, 9 stycznia 2017

DCC Concepts DCM-RRA6: Regulowalna bieżnia testowa

Miałem już okazję zakupić, zrecenzować oraz używać bieżni testowej dla moich modeli w skali G. Jest to bardzo przydatny produkt, szczególnie dla kogoś, kto próbuje prowadzić blog o modelach kolejowych. Moja stronka jest jednak nie tylko o skali G i potrzebowałem też podobnego rozwiązania dla mojej drugiej miłości - malutkiej skali N.

Tym razem zdecydowałem się pójść w jakąś znaną markę. Niestety im bardziej renomowany producent, tym wyższa cena. Złotym środkiem okazał się dla mnie produkt firmy DCC Concepts. Produkowana przez nich bieżnia testowa nosi oznaczenie DCM-RRA6. Sklep Hattons miał ją w swojej ofercie za około 60 funtów brytyjskich, co było akceptowalną ceną biorąc pod uwagę korzystny kurs spowodowany Brexitem.


Pierwszą rozpoznawalną cechą zestawu jest jego niezależność od skali modelarskiej. Polega to na tym, że w pudełku dostajemy szereg elementów pozwalających na zbudowanie dowolnej bieżni testowej. Obsługiwany jest nawet 3-szynowy system firmy Marklin.


A skoro już o 3-szynowym systemie mowa... W opakowaniu znajdziemy plastikowy woreczek, który wygląda, jakby dodano go w ostatniej chwili. Woreczek zawiera kawałek metalu, krótki przewód oraz trzy śrubki. Nie jestem jeszcze pewien jak tego użyć (instrukcji brak), jednak mam głębokie przeczucie że ma to coś wspólnego właśnie z systemem Marklina.


Przeznaczenie pozostałych części jest raczej jasne i pozwalają nam one na stworzenie bieżni testowych dla następujących rozstawów szyn:
  • 9 mm (N)
  • 12 mm (H0n3-1/2)
  • 16.5 mm (HO/OO)
  • 18.6 mm (EM/P4)


Zestaw zawiera elementy umożliwiające stworzenie 6-ciu kawałków bieżni i jest to maksymalna ilość, jaką możemy mieć w danej chwili. Dowolne kombinacje są jednak możliwe i nie stanowi problemu zbudowanie np. 3-ech części w skali N oraz 3-ech w skali H0.

Składanie i rozkładanie są bardzo proste. Każdy kawałek składa się z plastikowego bloku oraz dwóch podwójnych rolek przymocowanych śrubami. Wykręcenie śrubek pozwala na natychmiastowe użycie rolki z innym blokiem.


System jest łatwy w użyciu i pozwala na szybkie zmiany, ALE zauważyłem, że ma też wadę. Chodzi o to, że śrubki są metalowe, a bloki plastikowe. Takie rozwiązanie prędzej czy później musi spowodować wytarcie się gwintu i nieodwracalne uszkodzenie bloku. Już przy pierwszym wykręcaniu śrubek dostrzegłem wypadające małe okruchy tworzywa sztucznego. Tak więc zdecydowanie nie polecałbym przebudowywania fragmentów zbyt często.

Ale dopóki działa, możemy tworzyć elementy dla dowolnej skali...


Wróćmy na chwilę do tajemniczej plastikowej torebki. Rzeczywiście jej zawartość ma na celu wspomóc rozwiązanie 3-szynowe. Podejrzewam, że producent miał na myśli mniej więcej coś takiego (jednak ręki sobie uciąć nie dam, bo nie dołączono instrukcji, w której można by to sprawdzić).


Ja w każdym razie skupiam się na skali N oraz na systemie Kato Unitrack. W tym przypadku produkt firmy DCC Concepts pasuje idealnie bez żadnych dodatkowych zabiegów.


Jak się ostatecznie sprawuje ta bieżnia? Wypróbowałem ją z większością mojego taboru w skali N i zadziałała w każdym przypadku. Nie wszystkie lokomotywy są jednak w 100% kompatybilne. Każdy model z wyszukanymi detalami w okolicy kół ma szansę nie pasować idealnie. Nie jest to wielki problem, jako że bieżnia nawet w tych przypadkach działa wystarczająco dobrze, jednak byłbym ostrożny i sprawdzałbym jak wygląda wzajemne dopasowanie elementów.

Jedna z moich lokomotyw miała niewielkie problemy z pobieraniem prądu z bieżni, ALE jest to dokładnie ten model, który zawsze wymaga bardzo czystych torów. Trudno więc tu winić zestaw firmy DCC Concepts, ponieważ wszystkie inne pociągi działały bez zarzutu.

Udało mi się też odkryć coś nowego. Przygotowując filmik do tej recenzji chciałem nagrać ciekawe ujęcie z moim najdłuższym parowozem. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się jednak, że lokomotywa ta posiada napęd tylko na dwie osie i uzyskane nagranie jest zupełnie nie tym, co chciałem otrzymać. Z drugiej strony - takie odkrycie potwierdza tylko, jak bardzo przydatna jest bieżnia testowa dla każdego, kto chciałby wiedzieć coś więcej o swojej kolekcji.

Tak czy inaczej - filmik jest gotowy. Miłego oglądania!


wtorek, 22 grudnia 2015

Trudny montaż winylowej maty trawiastej [aktualizacja]

Niestety zaledwie dwa tygodnie po instalacji winylowej maty trawiastej (opisane tutaj), zdecydowałem się ją usunąć. Bylem zbyt niezadowolony z efektów mojej pracy...


Wyszło na jaw kilka problemów z tym, co zrobiłem:
  • Jak już zaznaczyłem w pierwotnym opisie, klej nie złapał niestety na całej powierzchni. Miejscami pojawiły się bąbelki powietrza. Dwa tygodnie później takich miejsc było jeszcze więcej. I tory umieszczone na takiej powierzchni nie były ani trochę płaskie...
  • Wszelkie próby naprawienia "problemu bąbelków powietrza" spełzły na niczym. A kolejne działania powodowały tylko dodatkowe uszkodzenia maty. Pod koniec wyglądało to zdecydowanie gorzej niż zaraz po instalacji.
  • Musiałem wywiercić trochę otworów w makiecie i... to pokazało jak słabo mata trzyma się drewna. Wiercenie spowodowało powstanie jeszcze większej ilości bąbelków powietrza, a powierzchnia stała się bardzo falista...
Więc zdecydowałem się jej pozbyć. I tu kolejna niespodzianka. Okazało się, że usunięcie nie wymaga użycia żadnej siły. Mata była bardzo, bardzo słabo przyklejona do drewna...

Wciąż nie wiem, co zrobiłem źle. Winylowa mata trawiasta nadal wygląda na fajny produkt. Wychodzi jednak na to, że zupełnie nie umiałem jej zastosować... :(

wtorek, 8 grudnia 2015

Trudny montaż winylowej maty trawiastej

Pisałem poprzednio o mojej drugiej makiecie w skali N, której używam do eksperymentów ze sterowaniem DCC. Makieta ta z założenia była tylko torem testowym, więc nie planowałem na niej żadnych prac związanych z krajobrazem. Z czasem jednak jej surowy wygląd zaczął mi przeszkadzać i wtedy właśnie stworzyłem moje pierwsze tło. Niestety ten dodatek nie zmienił faktu, że podstawą makiety nadal jest surowe drewno, które nie prezentuje się ani trochę ładnie.

A wygląda to dokładnie tak. Płyta OSB-3 i trochę podniesionej nawierzchni torowej. Naprawdę brakowało tu chociaż ładnej, trawiastej nawierzchni.


Miałem okazję tworzyć trawę na makiecie na różne sposoby. I metodą dającą najlepszy stosunek efektu do wysiłku jest niewątpliwie przyklejenie gotowej maty trawiastej. Właśnie to zdecydowałem się zrobić też w tym przypadku.

Maty, których używałem dotąd, były oparte na papierowej podstawie i zawierały mnóstwo małych trawiastych włosków. Są one świetne do prawdziwych makiet, gdzie tory montuje się na stałe, a elementy zielone stosuje się tylko między nimi.

Tutaj jednak miałem do czynienia z torem testowym na tymczasowej makiecie. Nie chciałem więc torów mocować na stałe. Chciałem, żeby swobodnie leżały na powierzchni. Mata z włoskami nie była do tego zbyt dobra. Potrzebowałem czegoś bardziej płaskiego.

Wtedy właśnie dowiedziałem się o matach winylowych. Nie są one zbyt popularne w Polsce i dość trudno było taką kupić. Kiedy jednak w końcu dotarła do mnie, od razu wiedziałem że to jest właśnie to, czego potrzebuję.

Mata, o której piszę, to produkt firmy Woodland Scenics, która jest bardzo popularna w USA, ale niezbyt znana w Europie.


Ponieważ nie wiedziałem nic o matach winylowych, więc musiałem dowiedzieć się, czym ją przykleić. Okazało się, że najlepszy do tego byłby klej w sprayu. Taki oto właśnie udało mi się zakupić w jednym z marketów.


Chciałem uzyskać tak płaską powierzchnię, jak to tylko możliwe. Ale moja makieta miała już wystające elementy i wcale nie była płaska. Miałem dwa wyjścia.
  • Mogłem albo przyklejać matę kawałek po kawałku i stopniowo nacinać ją robiąc otwory na podniesione tory
  • Albo mogłem usunąć wszystkie przeszkody i potem przykleić matę na płasko w jednym kroku
Doszedłem do wniosku, że oczyszczenie makiety byłoby zbyt trudne i że ciężko byłoby sprawić, żeby znowu była naprawdę płaska. Zdecydowałem się więc na pierwszy sposób. Być może to było właśnie moim największym błędem...

Zacząłem pracę od jednego rogu. Założyłem że zarówno mata jak i makieta są idealnymi prostokątami i po prostu przykleiłem solidnie jeden koniec. Po wyschnięciu zacząłem wycinać otwory i posuwać się coraz dalej.


Szło to nadspodziewanie dobrze i nie dostrzegałem żadnych problemów. Tak było niemal do końca, gdy ze zdziwieniem odkryłem, że nie wszystko co zrobiłem było idealne.

Problem nr 1 - w trakcie kształtowania maty, w celu otoczenia wystających elementów, zmieniałem też jej kształt. Winylowa podstawa przypomina trochę gumę i to co na początku było idealnym prostokątem, na pewno nie było już nim pod koniec. Przez to ostatni krok klejenia stał się bardzo trudny.

Problem nr 2 - zauważyłem, że w niektórych obszarach mata nie przykleiła się zbyt dobrze. Były pod nią wyraźne bąble powietrza. Gdyby mata była jednym ciągłym kawałkiem mógłbym ją podnieść, dodać kleju i naprawić. Ale nie była i nie chciałem ryzykować jej rozerwania. Do tego problemu jeszcze wrócę.

Koniec końców udało się przykleić całą matę i z pewnej odległości wygląda to całkiem dobrze.


Nawet lepiej wygląda z tłem, o którym wspomniałem wcześniej.


I w dużej części wygląda naprawdę fantastycznie nawet z bliska.


Jednak nie wszędzie. W tym miejscu na przykład klej albo został źle zastosowany, albo po prostu nie chwycił wystarczająco mocno.


Takie coś jest bardzo trudne do naprawienia. Szpara jest nie tylko przy brzegu, ale sięga głęboko pod matę. To oznacza, że pod torami będzie pusta przestrzeń.

Musiałem coś z tym zrobić. Jedynym rozwiązaniem, jakie przyszło mi do głowy, było nacięcie maty i dodanie kleju. Niestety nie poszło to zbyt dobrze przy pierwszej próbie i zrobiło się takie coś.


Ostatecznie udało się problem rozwiązać i jest już całkiem dobrze. Niestety operacja ta uwidoczniła kolejny problem, którego nie przewidziałem.

Otóż mata winylowa wydaje się bardzo mocna, ale okazuje się, że jest to mylne wrażenie. Bardzo łatwo można ją uszkodzić poprzez:
  • zginanie
  • wielokrotne dociskanie
  • pojedyncze dociskanie ręką brudną od kleju
We wszystkich tych przypadkach efekt jest ten sam. Warstwa trawy odchodzi i uwidacznia się winylowe podłoże.


Maty papierowe z włoskami również się niszczą przy pracy z nimi, ale negatywne skutki nie są aż tak bardzo widoczne. Wydaje się więc, że z matą winylową trzeba bardzo uważać, mimo że w pierwszym kontakcie sprawia wrażenie niezniszczalnej.

Podsumowanie


Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z wyników mojej pracy. Nie będę na razie tego zmieniał, bo nie jest AŻ TAK źle, ale myślałem, że będzie dużo łatwiej.

I to wszystko wcale nie oznacza, że teraz uważam, iż produkt firmy Woodland Scenics jest kiepski. Wręcz przeciwnie - nadal wierzę, że ta mata jest naprawdę bardzo dobra. Tyle tylko, że powinno się ją kleić do płaskiej powierzchni. Ja natomiast chciałem minimalnym wysiłkiem zastosować ją w dość trudnym przypadku.

***

Dodatkowa uwaga odnośnie kleju. Myślałem że klej w sprayu mogę bezpiecznie stosować w mieszkaniu. Tak jednak nie jest. Taki klej bowiem:
  • wymaga wentylacji, ponieważ nie "pachnie" zbyt zdrowo
  • oraz - co w sumie najważniejsze - rozpyla się dość swobodnie i ląduje nie tylko na klejonej powierzchni, ale też wszędzie dokoła
Poza tym można jednak stwierdzić, że tzw. klej w sprayu nadaje się bardzo dobrze do łączenia drewna i winylu.

[Aktualizacja] Ostateczne wnioski na temat opisywanej maty można przeczytać tutaj.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Moje własne oświetlenie wagonów - aspekt elektryczny

Pamiętam dokładnie, że gdy tylko kupiłem mój pierwszy wagon pasażerki (skala N), od razu pomyślałem, że w środku muszę mieć oświetlenie. Dążę więc do tego celu od dłuższego czasu, próbując różnych rozwiązań. Do zadowalających efektów doszedłem stosunkowo niedawno.

Moją pierwszą próbą był oczywiście zakup oryginalnego oświetlenia oferowanego przez producenta wagonów. Takie podejście zastosowałem do dwóch egzemplarzy i nie byłem zbytnio zadowolony:
  • zestawy oryginalne były bardzo proste w środku - żarówka oraz dyfuzor światła - przez co efekt oświetlenia nie był zbyt wyrównany dla całego wagonu
  • wagony od różnych producentów nie mogły być używane razem, gdyż kolor i siła światła były w nich różne
  • oświetlenie bardzo migotało podczas jazdy, chyba że tory były naprawdę czyste
  • no i ta cena...
Wtedy właśnie zacząłem poważnie myśleć nad własnym rozwiązaniem. Było kilka celów, które chciałem tu osiągnąć. Tak więc moje oświetlenie musiało:
  • działać zarówno w sterowaniu analogowym jak i DCC
  • być bezpieczne dla wagonów (mało ciepła)
  • być bezpieczne dla zasilania (mały pobór mocy)
  • działać niezależnie od polaryzacji torów
  • nie migotać
  • używać minimalnej ilości elementów elektronicznych (żeby mogło zmieścić się w skali N)
To w sumie trochę przerażające, ale jestem z zawodu elektronikiem, a i tak potrzebowałem kilku prób, żeby być zadowolonym z mojego projektu. Co prawda już pierwsze rozwiązanie dawało niezły efekt, co widać na tym filmie:


jednak do pełnego sukcesu było jeszcze daleko.  Darujmy sobie jednak opis wszystkich nieudanych prototypów i zobaczmy jak wygląda moje ostateczne (przynajmniej na razie) rozwiązanie:
Tak więc mój układ oparty jest diodach LED. Dzięki temu:
  • nie produkuje ciepła
  • pobiera niewiele mocy
  • pozwala mi dostosować rozmieszczenie i ilość LEDów w celu uzyskania pożądanego efektu oświetlenia
  • pozwala mi dobrać kolor światła, jako że LEDy są dostępne zarówno jako biały "ciepły", jak i "zimny"
Oprócz LEDów układ zawiera tylko cztery elementy:
  • Mostek prostowniczy - zapewnia poprawną polaryzację na LEDach i czyni rozwiązanie kompatybilnym z DC oraz DCC
  • C1 - przechowuje niewielki ładunek elektryczny, co pozwala na uniknięcie migotania. Im większy tym lepiej. Zadowalające efekty zaczynają się od 100uF.
  • R1 - zmniejsza prąd ładowania kondensatora. Nie miałem problemu z działaniem układu bez R1, ale lepiej dmuchać na zimne. Szczególnie, że wagonów mam coraz więcej.
  • R2 - obniża prąd płynący przez diody LED i reguluje poziom jasności. Obecnie używam 4.7kOhm, ale mam wrażenie, że jest trochę za jasno jak na skalę N. Być może zacznę używać większego.
Wszystkie użyte komponenty są dostępne w bardzo małych obudowach, więc całość mieści się do wagonów w skali N. Największym wyzwaniem jest oczywiście kondensator, na szczęście użycie tantalowego SMD w zasadzie rozwiązuje problem. Ale o tym, jak dokładnie wkładam to do wagonów opowiem przy następnej okazji...