Produkt, który będę opisywał to Revell 04905 i jest on reprodukcją bardzo znanego statku powietrznego Bell UH-1 "Huey" w skali 1:24. Dostałem go jakoś pod choinkę i mam nadzieję, że wkrótce będę go mógł użyć na makiecie ogrodowej. Rozmiarowo powinien pasować idealnie. Zgodnie z opisem na pudełku, spodziewamy się modelu długiego i szerokiego na jakieś 50cm.
Zestaw oznaczony jest symbolem "5-ty poziom skilla", co umieszcza go w grupie najbardziej wyrafinowanych modeli. Pożyjemy, zobaczymy...
Wiele z dostarczonych elementów jest wykonanych z ciemnozielonego plastiku. I jest to chyba dobry wybór dla osób, które są zainteresowane sugerowanym, wojskowym wyglądem.
Maszyna będzie pilotowana przez dwie osoby. I tak się składa, że są to bracia bliźniacy (jednojajowi)!
Niektóre z części są srebrne bądź przezroczyste. I ponownie - w wielu przypadkach model będzie wymagał zastosowania takich właśnie barw.
Instrukcja jest długa i szczegółowa. Tego byśmy się właśnie spodziewali - w końcu to zestaw wymagający "5-ego poziomu skilla".
Dostajemy również dwa arkusze kalkomanii. Wyglądają super, ale mi osobiście do gustu nie przypadły. Narzucają bowiem wojenny charakter modelu, a mnie interesuje trochę inny kierunek.
Montaż rozpoczynamy od wnętrza. A to oznacza, że od razu musimy malować elementy, gdyż później nie będzie do nich dostępu. Poniżej moje podejście do pokolorowania pilotów oraz kabiny.
Od tego momentu, to już po prostu wiele, wiele wieczorów pracy. Dużo malowania, czekania na wyschnięcie, ponownego malowania i w końcu klejenia. Osobiście nie miałem wrażenia, że poziom trudności jest "najwyższy możliwy". Fakt - pracy jest sporo, ale wszystkie elementy są raczej pokaźnych rozmiarów. Nie doświadczymy tu więc ani frustracji, ani wyzwań typowych dla małych modeli.
Zależało mi na tym, aby mój helikopter nie był wojskowy. Darowałem więc sobie instalację działek i pomalowałem kadłub w "wesołe" kolory. Teraz jest to pojazd cywilny. Prezentuje się tak...
Wspomniany już kolega, Eryk, wielokrotnie komentował mój sposób malowania modeli. Ostrzegał mnie, że zbyt dużo farby może spowodować, iż niektóre z detali zanikną. Oczywiście miał rację, jednak mi zależało na ładnym, błyszczącym wyglądzie i potrzebowałem do tego odpowiedniej warstwy lakieru. W efekcie trochę szczegółów zostało przykrytych na zawsze, ale i tak nadal jest co oglądać.
Ostatnie zdjęcie prezentuje moje największe osiągnięcie. Nie użyłem bowiem ani jednej z załączonych kalkomanii i zamiast tego namalowałem własny numer rejestracyjny. Posłużyłem się tu ploterem tnącym mojej żony, który pozwolił mi na stworzenie odpowiedniego szablonu. Dzięki niemu moje zdolności artystyczne nie przeszkodziły w uzyskaniu równego napisu. Chyba wygląda nieźle.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że identyfikatory zaczynające się od "ST" są zarezerwowane dla Sudanu. Tak się jednak składa, że są to również dwie pierwsze litery mojego nazwiska...
Obecnie buduję lądowisko dla mojego modelu. Będzie ono posiadać błyskające światła i umieszczę je na makiecie ogrodowej. Helikopter oczywiście również się tam znajdzie. Szczerze liczę na uzyskanie spektakularnego efektu :)
