Najnowsze Wpisy

wtorek, 15 grudnia 2015

Tanie figurki w skali G z Ebay

Każda makieta potrzebuje miniaturowych ludzików, które sprawią że trochę "ożyje". Jest to prawdziwe również w przypadku kolejki ogrodowej. To co jednak odróżnia skalę G, to bardzo wysoka cena pojedynczej figurki.

Ta wysoka cena jest w części uzasadniona. Modele, które za nią dostajemy, są najczęściej bardzo wysokiej jakości z wieloma detalami. Podobno są również odporne na warunki pogodowe. Cena jednak zaczyna naprawdę doskwierać, gdy potrzebujemy ich bardzo wiele.

Wtedy zaczynamy szukać alternatyw i najłatwiej znaleźć je oczywiście na Ebay. Ebay pełen jest tanich figurek w dużej skali. Niektóre kosztują zaledwie pół dolara, jednak te moim zdaniem wyglądają naprawdę kiepsko. Są też jednak modele po półtora dolara, które oferują znacznie więcej detali i wyglądają naprawdę znośnie na zdjęciach sprzedających. Zdecydowałem się kupić zestaw 12-tu takich ludzików.


Sprzedawca był oczywiście z Chin, więc spodziewałem się czasu dostawy około 4 tygodni. Bardzo mnie więc zaskoczyło, gdy paczka dotarła do mnie już po kilku dniach. Okazało się, że została wysłana w Austrii. Nie oczekiwałem, że figurki przyjdą w ładnym opakowaniu i dokładnie tak to wyglądało.


Same ludziki zapakowane były jeszcze w woreczki strunowe.


Wyglądały mniej więcej tak jak to, co zamówiłem. Pierwsze wrażenie - rzeczywiście wcale nie są złe...


Nie będę każdej figurki opisywał z osobna. Zamiast tego - szczegółowe zdjęcia...


Wygląda na to, że mają sporo detali - oczy, brwi, szczegóły ubrań. Jakość malowania jest raczej niska - wszystkie modele mają "śmieszne oczy", a ich wykończenie pozostawia wiele do życzenia. Kiepskie opakowanie również zbiera swoje żniwo - na figurkach są wyraźne ślady pochodzące od ich ocierania się o siebie w plastikowych woreczkach. Ale poza tym - wyglądają na warte swojej ceny!

No więc te figurki są dość tanie. A jednocześnie całkiem dobre. Jak to możliwe? Okazuje się, że są one kopiami modeli innych producentów. I to kopiami pewnie niezbyt legalnymi.

Oto jedna z postaci zakupiona na Ebay, a obok niej: moja super droga figurka od Preisera. Wyglądają jak bliźniaczki, nieprawdaż?


Podobieństwa są oczywiste, ale i tak w jakiś sposób kopia jest wyraźnie mniejsza od oryginału. Ma też zdecydowanie mniej detali (np. brak papierosa) oraz nieporównywalnie gorsze malowanie.


Wyraz twarzy jest też zdecydowanie lepszy u Preisera. Oryginał wygląda jak prawdziwy człowiek, zaś kopia trochę jak karykatura.


Malowanie jest tak oszczędne na kopii, że producent zdecydował się nie pokrywać w ogóle spodu figurki. To jest postać siedząca, więc nie ma to znaczenia, ale pokazuje jak bardzo oszczędza się przy ich produkcji.

***

Więc co o tym sądzę? Pomijając fakt "piractwa modelarskiego", chyba nie użyłbym tych tanich kopii w dobrze widocznej części mojej makiety. Mogłyby one zepsuć realizm stworzonego świata. Kiepskie malowanie jest do przeżycia, ale te "obłędne oczy" to naprawdę zbyt wiele jak dla mnie.

Z drugiej strony tanie figurki mogą być dobrymi wypełniaczami, gdy brakuje nam pieniędzy. Powinny wyglądać dobrze w odległych rejonach makiety lub wewnątrz budynków. Swoją drogą to jestem ciekaw, jak wpłyną na nie warunki pogodowe...

Moim planem było użycie ich wewnątrz wagonów pasażerskich. No i oto są. I koniec końców wyglądają według mnie całkiem dobrze...

wtorek, 8 grudnia 2015

Trudny montaż winylowej maty trawiastej

Pisałem poprzednio o mojej drugiej makiecie w skali N, której używam do eksperymentów ze sterowaniem DCC. Makieta ta z założenia była tylko torem testowym, więc nie planowałem na niej żadnych prac związanych z krajobrazem. Z czasem jednak jej surowy wygląd zaczął mi przeszkadzać i wtedy właśnie stworzyłem moje pierwsze tło. Niestety ten dodatek nie zmienił faktu, że podstawą makiety nadal jest surowe drewno, które nie prezentuje się ani trochę ładnie.

A wygląda to dokładnie tak. Płyta OSB-3 i trochę podniesionej nawierzchni torowej. Naprawdę brakowało tu chociaż ładnej, trawiastej nawierzchni.


Miałem okazję tworzyć trawę na makiecie na różne sposoby. I metodą dającą najlepszy stosunek efektu do wysiłku jest niewątpliwie przyklejenie gotowej maty trawiastej. Właśnie to zdecydowałem się zrobić też w tym przypadku.

Maty, których używałem dotąd, były oparte na papierowej podstawie i zawierały mnóstwo małych trawiastych włosków. Są one świetne do prawdziwych makiet, gdzie tory montuje się na stałe, a elementy zielone stosuje się tylko między nimi.

Tutaj jednak miałem do czynienia z torem testowym na tymczasowej makiecie. Nie chciałem więc torów mocować na stałe. Chciałem, żeby swobodnie leżały na powierzchni. Mata z włoskami nie była do tego zbyt dobra. Potrzebowałem czegoś bardziej płaskiego.

Wtedy właśnie dowiedziałem się o matach winylowych. Nie są one zbyt popularne w Polsce i dość trudno było taką kupić. Kiedy jednak w końcu dotarła do mnie, od razu wiedziałem że to jest właśnie to, czego potrzebuję.

Mata, o której piszę, to produkt firmy Woodland Scenics, która jest bardzo popularna w USA, ale niezbyt znana w Europie.


Ponieważ nie wiedziałem nic o matach winylowych, więc musiałem dowiedzieć się, czym ją przykleić. Okazało się, że najlepszy do tego byłby klej w sprayu. Taki oto właśnie udało mi się zakupić w jednym z marketów.


Chciałem uzyskać tak płaską powierzchnię, jak to tylko możliwe. Ale moja makieta miała już wystające elementy i wcale nie była płaska. Miałem dwa wyjścia.
  • Mogłem albo przyklejać matę kawałek po kawałku i stopniowo nacinać ją robiąc otwory na podniesione tory
  • Albo mogłem usunąć wszystkie przeszkody i potem przykleić matę na płasko w jednym kroku
Doszedłem do wniosku, że oczyszczenie makiety byłoby zbyt trudne i że ciężko byłoby sprawić, żeby znowu była naprawdę płaska. Zdecydowałem się więc na pierwszy sposób. Być może to było właśnie moim największym błędem...

Zacząłem pracę od jednego rogu. Założyłem że zarówno mata jak i makieta są idealnymi prostokątami i po prostu przykleiłem solidnie jeden koniec. Po wyschnięciu zacząłem wycinać otwory i posuwać się coraz dalej.


Szło to nadspodziewanie dobrze i nie dostrzegałem żadnych problemów. Tak było niemal do końca, gdy ze zdziwieniem odkryłem, że nie wszystko co zrobiłem było idealne.

Problem nr 1 - w trakcie kształtowania maty, w celu otoczenia wystających elementów, zmieniałem też jej kształt. Winylowa podstawa przypomina trochę gumę i to co na początku było idealnym prostokątem, na pewno nie było już nim pod koniec. Przez to ostatni krok klejenia stał się bardzo trudny.

Problem nr 2 - zauważyłem, że w niektórych obszarach mata nie przykleiła się zbyt dobrze. Były pod nią wyraźne bąble powietrza. Gdyby mata była jednym ciągłym kawałkiem mógłbym ją podnieść, dodać kleju i naprawić. Ale nie była i nie chciałem ryzykować jej rozerwania. Do tego problemu jeszcze wrócę.

Koniec końców udało się przykleić całą matę i z pewnej odległości wygląda to całkiem dobrze.


Nawet lepiej wygląda z tłem, o którym wspomniałem wcześniej.


I w dużej części wygląda naprawdę fantastycznie nawet z bliska.


Jednak nie wszędzie. W tym miejscu na przykład klej albo został źle zastosowany, albo po prostu nie chwycił wystarczająco mocno.


Takie coś jest bardzo trudne do naprawienia. Szpara jest nie tylko przy brzegu, ale sięga głęboko pod matę. To oznacza, że pod torami będzie pusta przestrzeń.

Musiałem coś z tym zrobić. Jedynym rozwiązaniem, jakie przyszło mi do głowy, było nacięcie maty i dodanie kleju. Niestety nie poszło to zbyt dobrze przy pierwszej próbie i zrobiło się takie coś.


Ostatecznie udało się problem rozwiązać i jest już całkiem dobrze. Niestety operacja ta uwidoczniła kolejny problem, którego nie przewidziałem.

Otóż mata winylowa wydaje się bardzo mocna, ale okazuje się, że jest to mylne wrażenie. Bardzo łatwo można ją uszkodzić poprzez:
  • zginanie
  • wielokrotne dociskanie
  • pojedyncze dociskanie ręką brudną od kleju
We wszystkich tych przypadkach efekt jest ten sam. Warstwa trawy odchodzi i uwidacznia się winylowe podłoże.


Maty papierowe z włoskami również się niszczą przy pracy z nimi, ale negatywne skutki nie są aż tak bardzo widoczne. Wydaje się więc, że z matą winylową trzeba bardzo uważać, mimo że w pierwszym kontakcie sprawia wrażenie niezniszczalnej.

Podsumowanie


Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z wyników mojej pracy. Nie będę na razie tego zmieniał, bo nie jest AŻ TAK źle, ale myślałem, że będzie dużo łatwiej.

I to wszystko wcale nie oznacza, że teraz uważam, iż produkt firmy Woodland Scenics jest kiepski. Wręcz przeciwnie - nadal wierzę, że ta mata jest naprawdę bardzo dobra. Tyle tylko, że powinno się ją kleić do płaskiej powierzchni. Ja natomiast chciałem minimalnym wysiłkiem zastosować ją w dość trudnym przypadku.

***

Dodatkowa uwaga odnośnie kleju. Myślałem że klej w sprayu mogę bezpiecznie stosować w mieszkaniu. Tak jednak nie jest. Taki klej bowiem:
  • wymaga wentylacji, ponieważ nie "pachnie" zbyt zdrowo
  • oraz - co w sumie najważniejsze - rozpyla się dość swobodnie i ląduje nie tylko na klejonej powierzchni, ale też wszędzie dokoła
Poza tym można jednak stwierdzić, że tzw. klej w sprayu nadaje się bardzo dobrze do łączenia drewna i winylu.

[Aktualizacja] Ostateczne wnioski na temat opisywanej maty można przeczytać tutaj.

niedziela, 22 listopada 2015

Ogrodowa latarnia morska ze światłem nawigacyjnym

Jakiś czas temu moja rodzinka sprezentowała mi drewnianą latarnię morską do ogrodu. Skala co prawda nie jest dokładnie G, ale wygląda świetnie i na pewno będą ją instalował, jak tylko sezon ogrodowy powróci. Jedno czego jej brakowało, to jakieś oświetlenie, które pozwoliłoby ją trochę ożywić.


Ale oczywiście to nie jest zwykły budynek, ale latarnia morska. Potrzebuje światła nawigacyjnego. Powinno się więc ono obracać lub błyskać. Stworzenie obrotowego źródła światła wydawało się raczej skomplikowane i postanowiłem stworzyć migające. Punktem wyjścia jest tu oczywiście układ przerzutnika astabilnego.

Standardową wersję widać poniżej. Raczej trudno się nad nią rozpisywać. Częstotliwość błysków można w niej regulować poprzez dobór rezystorów i kondensatorów. I chyba mamy tu dużą dowolność. Jedyne na co zwróciłbym uwagę to to, aby rezystory R1 i R2 miały wartość większą od R3 i R4.


Jednak podstawowy układ nie był dla mnie wystarczający. W szczególności - chciałem mieć migające światło, jednak takie które łagodnie zapala się i gaśnie. Musiałem więc wprowadzić kilka zmian:


Mój układ różni się od podstawowego w trzech miejscach:
  • Usunąłem jedną z diod LED, ponieważ potrzebne mi było tylko jedno źródło światła
  • Dodałem mostek prostowniczy na wejściu - układ wymaga bowiem odpowiedniej polaryzacji i nie chciałem się o to martwić przy podłączaniu kabli
  • Aby uzyskać efekt zapalania i gaśnięcia dodałem dodatkowy kondensator równolegle do diody LED
Chciałem też, aby światło migotało bardzo wolno. Mogłem oczywiście wyliczyć odpowiednie wartości rezystancji i pojemności ze wzorów dla tego układu, jednak łatwiej było poeksperymentować. Ostatecznie wybrałem elementy o takich wartościach:
  • R1 = R2 = 9.4 kΩ
  • R3 = 860 Ω
  • R4 = 110 Ω
  • C1 = C2 = 470 uF
  • C3 = 2200 uF
Musiałem też zadecydować, czego konkretnie użyć jako źródło światła. Myślałem tutaj o paskach LED - chciałem je jakoś uformować w kolisty kształt. Wtedy jednak znalazłem na Ebayu takie oto tanie żarówki.


Są to LEDy, więc pobierają mało prądu. Są też tanie - 50 centów za sztukę. Zasilane są 12V, więc są bezpieczne. A do tego ich wtyk (czyli G4) dość dobrze pasuje do typowych gniazd dla płytek PCB. Złożyłem więc zamówienie...

I oto mój pierwszy prototyp światła nawigacyjnego. Dobranie odpowiednich wartości elementów zajęło trochę czasu, więc ten sposób budowania okazał się na początek bardzo wygodny. Pozwolił mi też na łatwy pomiar napięcia na żarówce. Dzięki temu wiem już, że na wejście układu muszę dostarczyć przynajmniej 16V, aby na LEDach było ok. 12V.


Gdy byłem już zadowolony z działania światła, musiałem to wszystko zlutować. I jak zawsze - efekt mojej pracy wygląda tak sobie, ale działa prawidłowo!


Chciałem osiągnąć jeszcze dwa cele:
  • Chciałem zabezpieczyć układ przed wpływem pogody. Niekoniecznie musiałoby to być zabezpieczenie stuprocentowe, ale coś jednak chciałem mieć.
  • Chciałem rozproszyć trochę światło. Świecenie zakupionych żarówek LED było dla mnie trochę zbyt "bezpośrednie".
A oto moje rozwiązanie. Plastikowe opakowanie po deserku, który zjadły moje córki. Można powiedzieć, że dostałem je za friko.


A tutaj już mój układ zamontowany w obudowie. Mój ulubiony klej na gorąco dał radę jak zwykle :)


Jeszcze trochę kleju i całe światło jest już przymocowane do latarni. Na tym etapie zaczynam być dumny z efektów mojej pracy!


Latarnia już zamknięta. Światło włączone. Jak dla mnie wygląda dobrze!


A jeszcze lepiej wygląda na zewnątrz. Zdjęcie zostało zrobione tuż przez zmierzchem. Światło nie jest być może bardzo mocne, ale wcale nie miało takie być - w końcu nie chciałbym zakłócać spokojnego snu moich sąsiadów.


Nagrałem też kilka filmików na różnych etapach mojej pracy. Pokazują zarówno częstotliwość błysków, jak i efekt zapalania i gaśnięcia. Miłego oglądania!

wtorek, 3 listopada 2015

Pierwsze spojrzenie na zaciski do torów w skali G

Dotąd nie miałem potrzeby stosowania zacisków do torów na mojej makiecie ogrodowej. I nic w tym dziwnego, jako że swoją przygodę ze skalą G dopiero co zacząłem i wszystko co mam pachnie jeszcze nowością. Wiem jednak, że prędzej czy później będę ich potrzebował...

Zdecydowałem więc wyjść wyzwaniu naprzeciw i wypróbować je już teraz. W tym celu zakupiłem zaciski produkcji firm: Split Jaw, PIKO oraz Uncle Herm's. Nie będę ich tu jednak teraz recenzował ani dokładnie testował. Opiszę tylko swoje pierwsze wrażenia...


Ciekawym zagadnieniem, jakie ostatnio pojawiło się na forach dotyczących skali G jest informacja, że zaciski niektórych producentów mają tendencję do pękania, gdy podda się je działaniu zbyt dużej siły. Bardzo mnie kusi aby przeprowadzić taki test i wynikami podzielić się na blogu. Mógłbym nawet przeżyć stratę finansową związaną z takim eksperymentem, ale jednak nie zrobię tego. Powody są dwa:

Powód pierwszy: taki test wymagałby zniszczenia zacisku każdego producenta przy jednoczesnym pomiarze stosowanej siły. Nie dysponuję sprzętem potrzebnym do takiej procedury.

Powód drugi: spójrzmy na uwagi instalacyjne na opakowaniu zacisków Split Jaw:


Jest tu wprost napisane, żeby ograniczyć siłę stosowaną podczas dokręcania śrub. Wynika więc z tego, że producenci zdają sobie sprawę z tego, że zacisk da się zepsuć i ostrzegają nas przed tym. Czy udowadnianie, że instrukcja obsługi mówi prawdę ma jakikolwiek sens?

Tak więc zamiast tego będę stosował rozsądną siłę podczas pracy z zaciskami. Będę je dokręcał tylko do momentu, gdy nie będę już w stanie rozdzielić torów. Do tego w końcu one służą, nieprawdaż? A jak tylko jakiś zacisk mi pęknie (dziś, jutro lub za rok), natychmiast napiszę o tym na blogu.

No dobra, spójrzmy teraz na moje zakupy.

Uncle Herm's Typ 332


Paczkę 10 sztuk tych zacisków zakupiłem na Ebay. Kosztowała $18.49, co daje $1.85 za sztukę. Wysyłka do USA była za darmo, z czego udało mi się skorzystać (dzięki uprzejmości kolegów z pracy). W kopercie przyszedł mały klucz imbusowy oraz torebka z zaciskami.


W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałem, co o tym myśleć. Czy klucz jest częścią zestawu? Czy może dostałem go w prezencie? Dlaczego zaciski są włożone w zwykły woreczek strunowy z naklejką? Czemu to wszystko nie jest spakowane jak prawdziwy produkt?

No ale przejdźmy dalej. Po rozpakowaniu nie ma żadnych niespodzianek. Nadal jest tylko klucz i zaciski. Bez instrukcji, bez dodatkowych części.


Dołączenie klucza jest dużym plusem. Nie trzeba szukać pasującego w skrzynce z narzędziami; po prostu jest. Klucz jest raczej cienki, ale wygląda solidnie. Nie wygina się i wygląda jakby mógł posłużyć do użycia zbyt dużej siły.

A oto zacisk z bliska. Składa się on z dwóch elementów mosiężnych połączonych dwiema śrubami. Jest dość niski i śruby są raczej średniej wielkości. W ręce sprawa wrażenie solidnego kawałka metalu.


Instalacja jest raczej dość trudna. Poluzowany zacisk nie trzyma się toru w ogóle. Oznacza to, że trzeba go podtrzymywać jedną ręką, a drugą dokręcać. Można też poprosić kogoś o pomoc lub użyć dodatkowego narzędzia. W każdym razie - łatwe to nie jest.

Niemniej po udanej instalacji zacisk wygląda bardzo dobrze i trzyma szyny bardzo mocno. Muszę przyznać, iż mimo że moje pierwsze wrażenie było "takie sobie", to jednak produkt Uncle Herm's okazuje się być całkiem porządnym wyrobem i na pewno spełnia swoją rolę.

Zacisk Uncle Herm's na łuku PIKO R3

PIKO 35293


Ten 10-pak zakupiłem przez internet i ponownie skorzystałem tu ze sklepu w USA. Kosztował $16.79 co oznacza cenę $1.68 za sztukę. To co przyszło wygląda jak typowy produkt firmy PIKO i robi dobre pierwsze wrażenie.


Otwarcie opakowania ujawnia krótką instrukcję (bez ostrzeżeń odnośnie używania "przesadnej siły"), klucz imbusowy, zaciski oraz dwie zapasowe śrubki. Dołączenie części zapasowych to miły dodatek, chociaż można by się zastanawiać, czemu producent zdecydował się na taki krok.


A budzi to moją wątpliwość tylko dlatego, że śrubki w tym zestawie są wyjątkowo małe. Sam klucz zaś jest bardzo cienki i wygina się podczas używania. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że tak małe elementy mogą się łatwo zepsuć lub zgubić. Ale oczywiście to tylko moje domysły...

Z drugiej strony - dzięki małym śrubkom całość wygląda naprawdę ładnie. Zacisk PIKO sprawia wrażenie estetycznie zaprojektowanego produktu. To oczywiście nie jest najważniejsze w przypadku zacisków do torów, niemniej niemiecka solidność jest tu dobrze widoczna.

Zacisk jest raczej dość wysoki. To pewnie powoduje, że jest trudniejszy do ukrycia, ale za to bardzo ułatwia instalację. Zakładam też, że taki wysoki profil jest w pełni kompatybilny z całym dostępnym taborem w skali G, ale oczywiście nie wiem tego na pewno.

Element jest zbudowany z dwóch mosiężnych części połączonych dwiema śrubami. Wydaje się lżejszy niż zaciski pozostałych producentów, ale zważyłem go i wcale tak nie jest. Na to wrażenie wpływa więc zapewne jego łagodny kształt...


Instalacja zacisku PIKO jest baaaaaaaaardzo prosta. A to wszystko dzięki temu, że zacisk w ogóle nie spada z szyny, gdy się go na nią nasunie. Nie potrzebuje więc żadnego podtrzymywania w trakcie dokręcania śrub. Jest to naprawdę wygodne i instalacja produktu PIKO jest niewątpliwie najprzyjemniejsza ze wszystkich opisywanych zacisków.

No i oczywiście trzyma szyny bardzo solidnie. Dokładnie tak jak byśmy się spodziewali...

Zacisk PIKO na łuku PIKO R3

Split Jaw 40105


Moim ostatnim zakupem jest wyrób bardzo popularnej (przynajmniej w USA) firmy Split Jaw. Za paczkę 10 zacisków zapłaciłem $19.99, co daje jakieś $2.00 za sztukę. Wychodzą więc one najdrożej i spodziewałbym się, że będą też najlepsze :)


Otwarcie torebki i niespodzianka - nie ma dołączonego klucza. Nie ma też instrukcji, chyba że liczyć tu krótką informację na tylnej stronie torebki.


Zaciski sprawiają wrażenie ciężkich i solidnych - podobnie jak produkt Uncle Herm's. Mają niewielką wysokość, ale śruby są za to zauważalnie większe. Jak na mój gust nie wyglądają zbyt ładnie, ale być może większe elementy zapewniają lepszą pracę. Jeśli tak miałoby być, to ich wygląd mi nie przeszkadza.

Ciekawe jest to, że zacisk wygląda jakby był wykonany z jednego kawałku mosiądzu. Zacząłem się nawet zastanawiać, jak to w ogóle ma działać...


Tajemnica wyjaśnia się po odkręceniu śrub. Okazuje się wtedy, że mamy do czynienia z aż trzema mosiężnymi częściami. Tak więc budowa tego zacisku jest zupełnie inna niż u pozostałych producentów.


Największym wyzwaniem okazał się brak klucza. Wydawało mi się, że posiadam już każdy możliwy rodzaj śrubokręta, jednak ten zacisk pokazał, że się myliłem. Żaden nie pasował. To musi być jakiś amerykański standard. Naprawdę szkoda, że Split Jaw nie zdecydował się na dołożenie narzędzia tak jak to zrobili pozostali producenci.

Kiedy już jednak mamy klucz, to instalacja jest dość łatwa. Nie tak łatwa jak w przypadku PIKO, ale dużo łatwiejsza niż Uncle Herm's. Chodzi o to, że w tym przypadku zacisk co prawda też nie trzyma się szyny, ale ponieważ składa się z trzech części, to można go mocować do każdej szyny osobno. Najpierw więc dokręcamy go do jednego końca, a gdy jest już stabilny mocowanie do drugiego końca jest bardzo łatwe.

Split Jaw ma więc niski profil, ale jednocześnie zapewnia dość wygodny montaż. Bardzo to fajne. Jestem pod wrażeniem.

Śruby oczywiście nadal są paskudne, ale tory trzymają się bardzo dobrze.

Zacisk Split Jaw na łuku PIKO R3

Podsumowanie


Trzy różne zaciski do torów to rzeczywiście trzy różne produkty. Różnice są widoczne z każdej strony:
  • cena (różnica niby mała, ale jak się kupuje dużo, to się sumuje)
  • wygląd (zarówno: wysokość profilu jak i wykończenie)
  • montaż (od bardzo łatwego do wymagającego pomocy osoby trzeciej) 
Jednak ostatecznie wszystkie zaciski działają dobrze i ostateczny wybór do mojej makiety nie jest dla mnie jednoznaczny.

Bardzo podoba mi się Split Jaw z wyjątkiem brzydkich śrub i braku klucza. PIKO ma ładnie zaprojektowany zacisk, ale nie mogę przestać myśleć o tych małych śrubkach. Uncle Herm's jest niski i wygląda fajnie, ale instalacja pozostawia trochę do życzenia.

Żaden z zacisków nie uległ uszkodzeniu w czasie mojego pierwszego kontaktu :)
Poniżej kilka zdjęć na dowód udanej instalacji!

Od lewej: Split Jaw, Uncle Herm's, PIKO

Od góry: Split Jaw, Uncle Herm's, PIKO

Od lewej: Split Jaw, Uncle Herm's, PIKO